sobota, 16 sierpnia 2014

A night like this (1912 Lucille dress, part III)

Pięć i pół miesiąca. Tyle zajęło mi zrobienie kilku zdjęć i napisanie posta. Częściowo dlatego że czekałam na okazję żeby założyć ją ponownie (niestety na co dzień nie mam kogo nakłonić żeby zrobił mi zdjęcia) i mieć zdjęcia na człowieku, częściowo "tak wyszło". 

5 and a half months. That's how long taking pictures and writing this post took me. It's one of those moments when you look at your life and all you want to do is to sigh deeply in resignation.



Myślę że koniec końców udało mi się uzyskać efekt przyzwoicie bliski do oryginału. Oczywiście nie obyło się bez tego niesamowicie frustrującego "skończyłam i właśnie zauważyłam że coś jest nie tak ale nie mam żadnej możliwości tego poprawić" uczucia, ale chyba zaczynam się godzić z tym, że będzie mi ono towarzyszyło prawdopodobnie za każdym razem. W trakcie szycia wprowadziłam do projektu kilka zmian - wszyłam więcej koronki w linię dekoltu zarówno z tyłu jak i z przodu i naszyłam na nią koraliki. Mam słabość do błyskotek, co poradzić.

I think I managed to get quite close to the original dress. Obviously there are many mistakes (i hate that feeleing when you look at something you just finished and there are those bits that are not quite right yet you can't do a thing to fix them. So frustrating). I made some changes along the way - I added more lace to the necklines, both at the front and the back and later beaded it. I have a thing for sparkling things, what can I say.

Close up of beading. I couldn't resist.
Satynowy "ogon" nie dość że kryje zapięcie to jeszcze wygląda fajnie (nie polecam na bale. Równie irytujący co normalne treny). Szyfonowe rękawy (czy szyfon w zasadzie) to mój wróg, ale całe szczęście nie przekręcają się i nie marszczą. muszę tylko wymyślić sposób jak podwijać listwy żeby wyglądało to lepiej.

The satin "tail" hides the closing and looks kind of cool. Chiffon sleeves (or anything chiffon really) are my nemesis but thankfully they don't twist. I still need to figure out how to hem this fabric in a nicer way tho.

Zaglądając pod ogonek./Under the tail. 

14 zatrzasek i 2 haftki. Ten moment kiedy zaczynasz dziękować za suwaki./14 snaps and 2 hooks. God bless zippers.
Zadowolona jestem z tego jak wyszła spódnica. Marszczenie przeszyłam maszynowo w trzech miejscach,na wszelki wypadek. Przed balem skróciłam spódnicę (obecnie jest do podłogi), żeby nie mieć problemu w tańcu.

I really like how the skirt turned out. The pouf is secured with machine stiches in three places, just to be sure. Right now I shortened the skirt a bit (it's floor lenght right now) to make dancing possible. 



Żałuję że nie pomyślałam w trakcie szycia o wszyciu w szwy stanika fiszbin (co za zdanie), bo prawdopodobnie że byłaby wygodniejsza w noszeniu z kończącym się pod biustem gorsetem. Poza tym czarny aksamit to najgorsza rzecz jaką przyszło mi kiedykolwiek fotografować. Jak czarna dziura.

I regret that I didn't put some bones into bodice seams. That would make it more comfortable to wear with underbust corset. Also black velvet is the worst thing I had to photograph ever. It's like a black hole.


Project in few details:
Rok/Year: 1912
Materiały/Materials: cotton satin for the skirt, polyester for tails; polyester chiffon, cotton velvet. Cotton lining. Glass TOHO and Swarovski beads, cotton lace.
Czas/Time: 50 hours, including pattern drafting. 

Złe, niewyraźne zdjęcie, ale przynajmniej widać suknię./Bad blurry picture. But the dress looks as it should.
Zaryzykuję że zabrzmię źle, ale jestem naprawdę dumna z tej sukni. To moje pierwsze podejście do historycznego stroju i pierwszy duży projekt który wykonałam bez absolutnie żadnej pomocy. Do tego nadaje się do noszenia, pasuje przyzwoicie i na dodatek nie rozpadła się po pierwszym założeniu. Ani po drugim. Tak, jestem z siebie zadowolona

Well, I'll risk sounding bit big-headed but I am really proud of this dress. It's my a first historical gown, it's a first piece of clothing I did from beginning to the very end without any help. And it's wearable, fit's decently, and didn't fell apart after putting it on. Yes, I'm proud of myself.

PS. Muszę dorobić się prześcieradeł jako tła do zdjęć. Bordowa ściana to nie najlepsze rozwiązanie - nawet jeżeli jest naprzeciwko okien.

11 komentarzy:

  1. Ta koronka z koralikami przy dekolcie jest boska! Podziwiam za cierpliwość, ja bym chyba oszalała :D
    To serio Twoja pierwsza historyczna? :O Nigdy bym się nie domyśliła, za dobrze wygląda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, pierwsza historyczna, choć nie pierwsza w ogóle - nie mogę powiedzieć żebym zaczynała całkowicie od zera :D.Dla mnie takie wykończeniowe drobiazgi to już sama przyjemność. Pod warunkiem że je robię nie pod presją czasu - wtedy to zaczyna się piekło :P

      Usuń
  2. Suknia jest prześliczna:D i bardzo Ci w niej do twarzy:)) jest z czego być dumnym!:D gratuluję i życzę wielu kolejnych pięknych kreacji:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest piękna ;) Ale to Ci już mówiłam :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciśnie się na klawiaturę "rychło w czas" :D Ale w sumie mam chyba conajmniej kilka sukienek, które doczekały się tylko fotek z rożnych wydarzeń (na których widać to kawałek spódnicy, to górę) - i nigdy nie wiem, czy mam o nich jeszcze raz pisać... *problemyblogerówkostiumowych*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję nad tym, może kiedyś się poprawię (jaaasne). Jak to nie publikować, publikować, przynajmniej nie będę się czuła samotna pod tym względem:D

      Usuń
  5. Kocham tę suknię od pierwszego wejrzenia w teatrze, wręcz ją uwielbiam ... dlatego masz z czego być dumna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. faktycznie, suknia robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...