niedziela, 22 grudnia 2013

Little Magpie



Podczas gdy grudzień upływa mi z wręcz nieprzyzwoitymi ilościami świątecznych piosenek, tak październik i listopad spędziłam w klimacie bardziej sprzyjającym chorym dużym ilościom nauki (a będzie tylko gorzej) - czyli nadrabiając zaległości w tegorocznych soundtrackach. Póki co (nie miałam jeszcze czasu przesłuchać m.in. nowego Hobbita**) listę tegorocznych faworytów otwiera Rush (a już traciłam wiarę że Hans napisze coś co mnie zachwyci. Choć rzecz jasna średni Hans i tak jest świetny), Thor: The Dark World** (Brian Tyler kupił mnie muzyką do pierwszej części, ale tu przeszedł sam siebie - Into Eternity działa za każdym razem) i Stoker (jednak lubimy Clinta Mansella). Za to ten z Despicable Me 2 po prostu MUSI wywołać uśmiech (Y.M.C.A w wersji minionkowej nie bije w tej kwestii nic). Po drodze pojawiło się tradycyjnie sporo rozczarowań (i zaskakująco dużo takich które dla mnie bronią się tylko w filmie), ale po co sobie psuć nastrój na święta, prawda?

Po przydługim i jakże zbędnym wstępie pora na sam przedmiot posta - drobne kolczyki z oksydowanego srebra, pereł Swarovskiego i fasetowanych spineli. Obsesja na punkcie czerni i bieli trwa w najlepsze:






* Poza muzyką proponuję wydać dodatkowo płytę z dialogami Smauga. Będę mogła umierać z zachwytu w dowolnym miejscu i czasie.
** Film był super ekstra i dawno nie wyszłam z kina tak ucieszona tym co zobaczyłam (od Avengers? Marvel widać ma monopol na moje szczęście. Razem z Peterem Jacksonem, ale Śródziemie z zasady jest poza wszelką konkurencją). Dodatkowo stwierdzam, że to chyba jest ten moment w którym wreszcie po tylu latach ignoruję normy społeczne i szyję pelerynę. Jestem dorosła, wolno mi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...