Click Me Click Me Click Me Click Me

piątek, 20 marca 2015

HSM #2 - Blue - 1864(ish) dress


Czy ja kiedyś zrobię coś w terminie? Najbardziej ironiczny jest fakt, że suknia zasadniczo była gotowa jakiś... Miesiąc temu? Co najmniej trzy tygodnie, ale nie miałam niestety czasu zrobić jej zdjęć. Te, jak zawsze u mnie, są dalekie od przyzwoitości, ale starałam się jak najlepiej oddać kolor materiału (intensywne indygo). U mnie na ekranie wyglądają ok, ale wiecie jak jest...

Oh god, I'm so late. The irony is, the dress itself was finished I think... A month ago? Three weeks at least. But I didn't had the time to take the photos until now. They are far from perfect (as usual) but I tried to capture the actual shade of the dress (like bright indigo). They seem ok on my screen, but well, you know how it is.

Side view... Isn't it pretty?/Widok z boku. Czyż nie jest śliczny?

Front. It doesn't lie flat, because my dummy has it's waist few centimeters higher than me.
/Przód. Marszczy się trochę, bo manekin ma talię wyżej niż ja

Sleeves of doom. Kind of pretty, kind of nightmarish/Przeklęte rękawy. 

Front in all it's glory. God that skirt needs some ironing/
Rzut oka na cały przód. Matko, ta spódnica desperacko potrzebuje żelazka.

Wyzwanie: #2 - Niebieski
Tkanina: Cieniutkie bawełniane płótno, prawie przezroczyste. Lniano-bawełniana mieszanka na podszewkę stanika.
Wykrój: na stanik własny, na spódnicę z Patterns of Fashion 3 Janet Arnold (suknia 1861-63)
Rok: połowa lat 60 XIX wieku
Dodatki: poliestrowe nici, bawełniana taśma na tunele, plastikowe fiszbiny do stanika, plastikowye guziki pokryte tkaniną do zapięcia stanika i spódnicy
Poprawność historyczna: Chyba nieźle? Ogólny wygląd wydaje się całkiem ok, zarówno wykroje i tkanina są całkiem poprawne. Wszystkie główne szwy były zszyte maszynowo, wszystkie wykończenia za to zrobiłam ręcznie. Powiedzmy 85%?
Czas szycia: Mniej niż się spodziewałam - ok 25h. Najwięcej spędziłam nad dopasowywaniem wykroju stanika i rękawów
Założona po raz pierwszy: Jeszcze nie było okazji. Jeszcze.
Całkowity koszt: Około 170zł. 140zł za płótno, 16 za fiszbiny do stanika, 6 za bawełniane taśmy. Tkanina na podszewkę z zapasów
Uwagi: Mam ochotę dodać na staniku coś, co sprawi że suknia nie będzie wyglądała jak Wielki Chabrowe Monstrum, jednak nie mogę się na nic zdecydować. Chodzi mi też po głowie wykończenie brzegów (zarówno przy szyi, jak i na dole w talii) wypustką... Nie wiem. Zresztą, kto wie co wpadnie mi do głowy wieczór przed planowanym założeniem...


The Challenge: #2 - Blue
Fabric: Very thin cotton (almost sheer one) lined with cotton/linen blend.
Pattern: pattern for skirt was taken from Janet Arnold's Patterns of Fashion 2 (1861-63 dress) and I drafted my own pattern for the bodice
Year: mid-1860s
Notions: polyester thread, cotton tape for bone casings, plastic boning and plastic buttons covered in self fabric
How historically accurate is it?: Not bad I think? Well the overall looks seems to ok, both fabric and patterns are quite accurate. All the long seams are machine sewn and all the finishing was done by hand - let's go with 85%?
Hours to complete: Not as much as I thought - around 25h, most of which I spent at fitting pattern for bodice and sleeves.
First worn: Not yet. 
Total cost: Around 42$ - fabric 36$, boning 4$, cotton tape 1,5$. Lining was found in my stash
Thoughts: Well, I still want to add some applique, ribbon or something to the bodice to make it look a bit less... Blue? I don't know. And I'm still contemplating adding piping around the neckline and at the bottom. Who knows what kind of a mad idea i'll get night before the event...



niedziela, 1 lutego 2015

HSM #1 - Foundations - 1860s undergarments (hoop skirt and petticoat)


Oczywiście jestem spóźniona. Oczywiście. Jak mogłoby być inaczej. Ale przynajmniej skończyłam to co chciałam (no prawie, bo chciałam jeszcze uszyć koszulę). 

Of course I'm late with my entry. But at least it's done. Well, most of it (chemise will have to wait a bit more). 

Petticoat over hoops.

Hoop skirt (or crinoline if you prefer) alone.
It's not floor lenght, it's just me being a very bad photographer ;)
Wyzwanie: #1 - Podstawy
Tkanina: Bawełna. Dużo bawełny. 2,2m na krynolinę, 5,5m na halkę
Wykrój: z Corsets & Crinolines Nory Waugh (ten na dużą krynolinę z 1863).
Rok: połowa lat 60 XIX wieku
Dodatki: poliestrowe nici, bawełniana taśma na tunele, stalowa fiszbina, plastikowy guzik do zapięcia halki
Poprawność historyczna: autentycznie nie mam pojęcia. Kształt wydaje się w całkiem porządku, maszynowe szwy też (całe szczęście) są tym razem ok. Powiedzmy... 80%?
Czas szycia: 7h na halkę, na krynolinę... Więcej niż potrzeba (klątwa początkującego;)) - co najmniej 15, prawdopodobnie więcej.
Założona po raz pierwszy: Jeszcze nie było okazji. Jeszcze.
Całkowity koszt: 8zł za lumpeksowe prześcieradła, 65zł za fiszbiny i 18zł za taśmę na tunele. Razem około 90zł (jednak wolałam nie liczyć)


The Challenge: #1 - Foundations
Fabric: Cotton. Lots of it.
Pattern: pattern for large crinoline from Corsets & Crinolines
Year: mid-1860s
Notions: polyester thread, cotton tape for bone casing, flat steel boning, button for the petticoat
How historically accurate is it?: No idea. Well the shape seems fairly ok and thankfully machine sewing is not a huge sin this time. Let's say... 80%?
Hours to complete: 7h for petticoat, much more than necessary for the hoop (the beginner's curse :D ) - at least 15h, probably more.
First worn: Not yet. 
Total cost: Around 29$ - fabric from thrifted bed sheets 2,5$, boning 20$, cotton tape 6,5$
Thoughts: That was a very first boned skrit support I ever did. I'm for sure wiser now and next time I'll avoid those small mistakes that turned the time I spent working on it into a little bit of a hell, like making the casings too narrow. Other side effects includes several calluses (from bone cutting) and me falling in love with the period (my wallet weeps at a thought of all that fabic I'll need). And I'm very sorry about the photos, but the only room when I could fit with it was one with the windows facing south west (so a bit too sunny for taking photos). Oh well.




środa, 28 stycznia 2015

Black is the new black - świąteczna wymiana biżuteryjna 2014

Tradycji musiało stać się zadość. W tym roku, tak jak ma to miejsce od dobrych kilku ostatnich lat, wzięłam udział w świątecznej wymianie biżuteryjnej. Tym razem przypadło mi w udziale obdarować Elę, autorkę bloga koralowo...kamykowo... Szczęśliwie dla mnie jej preferencje pokrywały się praktycznie idealnie z moim gustem, a sama praca nad naszyjnikiem była czystą przyjemnością (zaczyna mi tego brakować). Wykonałam go z oksydowanego srebra oraz onyksów i czarnego spinelu w formie przepięknej markizy zdobiącej wisior. Poniższe zdjęcia zostały wykonane przez nową właścicielkę, która była na tyle miła że pozwoliła mi je opublikować (te które ja zrobiłam przed wysyłką niestety nie nadawały się do tego. Chyba wyszłam z wprawy...) - dziękuję :)







poniedziałek, 29 grudnia 2014

Muslin disease

Dress, 1803-1805. Munchner Stadtmuseum
Delikatne, zwiewne muślinowe suknie. Kochane przez niektórych, nielubiane przez innych, ale nie da się zaprzeczyć jednemu - tak czy inaczej nie są najlepszym sposobem do podkreślenia figury. Jak więc z tym problemem radziły sobie bystre kobiety wczesnego dziewiętnastego wieku? Wystarczyło założyć je na zwilżone ciało, do którego tkanina przyklejała się podkreślając kobiece kształty. Cóż mogło pójść nie tak...

Soft, airy, thin, muslin gowns from the beginning of 19th century. Loved by some, hated by others, still not the best ones to show off your figure. Nor now, nor then. So, what did the clever women of the early 1800s did? They put it on the wet body. Fabric sticks to you (undergarments are so overrated aren't they), you look amazing. What could possibly go wrong...

Dress, c.1800-1805. MET
Oczywiście że nic. O ile nie założyłaś na siebie wilgotnej sukienki. W zimny dzień. Czy w zimowy dzień. Bez porządnej bielizny. Czy niczego, poza szalem, na wierzchu.

Oh, nothing. Not unless you were wearing a wet dress. On a cold day. Or during winter months. Without proper underwear. Or any outerwear.

Dress, c.1803-1805. Bath Fashion Museum
Słynna choroba muślinowa, bo to on niej dzisiaj mowa, to tak naprawdę nic innego jak grypa. Nazwa ta po raz pierwszy została użyta po wybuchu epidemii w Paryżu w 1803, która była najprawdopodobniej jedną z konsekwencji opisanej wcześniej mody. Niestety na grypie się nie skończyło - podejrzewa się że epidemia zapalenia płuc która przeszła przez Paryż krótko potem również była następstwem tego trendu (co wydaje się logiczne).

The famous "muslin disease", because that's what we talking about today, was flu. The name was used first after the epidemics of infuenza in 1803 in Paris. This fashion is also believed to be the reason of the pneumonia epidemics shortly after that, which seems to be very logical (as it's a possible complication after untreated flu) conclusion to draw.


Dress, 1803. MET
PS. Muślin był chyba najbardziej zabójczą tkaniną na planecie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...